Blog ten będzie opowiadaniem o .. Justinie Bieberze. Tak, tak. Dokładnie wiem, że w tej chwili połowa osób, które teraz tu są, zamierzają wcisnąć czerwony krzyżyk w celu zamknięcia tej strony. Mylę się? Chyba nie. Spotkałam się już z tyloma ludźmi, którzy tak robią. Z mojego poprzedniego zdania wynika, że to nie jest mój pierwszy blog. Poprzedni był o tej samej tematyce. Jednakże byli i ludzie, którzy czytali, pomimo, że Justina nie lubią.
Nie mam pojęcia, co jeszcze dodać na tym wstępie, więc przedstawię wam krótki prolog (początek) tego, co będzie później.
--Justin--
-Do dyrektora! I to już! -Usłyszałem wściekły głos nauczycielki. Niewiele mnie wzruszyła. Niechętnie wstałem i opuściłem salę, w której miałem akurat lekcję. Powolnym krokiem zmierzałem ku gabinetowi. Nie widziałem żadnego sensu tam iść. Znów usłyszę, jak to marnuję sobie życie. Wcale tak nie uważam. Moim zdaniem, po prostu je urozmaicam. Kary, zostawanie po lekcjach, szlabany od mamy! No patrzcie tylko, ile to dodaję smaczku stałej szkolnej monotonni! To miód dla mnie.
Śmiało, bez pukania, pociągnąłem za klamkę i bez słowa weszłem do środka.
-No kogo ja tu widzę? Nie mogłeś wytrzymać dnia, by nie nabroić? -Spytał, a ja aż zacisnąłem pięści. Pokiwałem głową z dezaprobatą. Ten facet na prawdę ostro mnie wkurzał. Ale darowałem mu. TYM RAZEM.
-To co mam zrobić? Umyć okna? A może wyczyścić szkolne toalety? Wybór należy do ciebie. -Powiedziałem z lekką ironią w głosie. Wyraźnie to wyczuł.
-Nie jesteśmy na ty. A gdzie szacunek do osób starszych?
-No nie wiem... -Udałem zastanowienie. -Zostawiłem w domu. -Szepnąłem z pogardą. On aż zmrużył oczy, na co ja odpowiedziałem mu głośnym śmiechem.
-Nie przedłużając -zaczął - zostajesz przez tydzień po lekcjach. -Powiedział, ale mu przerwałem.
-No oczywiście. -Szepnąłem, a on kontynuował, nie zwracając uwagi na moje słowa.
-Będziesz pomagał woźnym w myciu okiem, stołówki oraz... Hm... Sali gimnastycznej! -Krzyknął, klaszcząc w dłonie.
-Mogę już iść? -Spytałem, wzdychając.
-Idź. -Powiedział, wracając do swoich starych obowiązków.
Wyszedłem z pokoju trzaskając drzwiami. Nie chciało mi się wracać na lekcję, więc skierowałem się schodami w dół. Następnie zacząłem iść w stronę drzwi i opuściłem budynek. Przyspieszając krok, aż do biegu, oddalałem się. Postanowiłem pójść już do domu. W końcu nie mam z kim się spotkać. Wszyscy moi dawni znajomi wylądowali w poprawczakach. Jedynie ja zostałem od tego "ucalony", jak to mówi moja mama. Ale mi to szczerze wisi.
Wiem, że króciutkie. Ale nie zamierzam dodawać jakiś przeraźliwie długich rozdziałów, ponieważ nie każdemu chce się takie coś czytać. Oczywiście krótsze od tego nie będą. Jedynie dłuższe, ale nie tak obszerne, jak na moim poprzednim blogu:
http://do-u-love-me-show-me-that.bloog.pl/
Zachęcam do komentowania! :)